Godzina portafi wystarczyć, żeby zupełnie rozładowane baterie zaczęły przynajmniej nieśmiało pikać na żółto. Dzisiaj przytrafiła mi się niecodzienna okazja w życiu dojeżdżającego do pracy korposzczura, a mianowicie flexi time - wykorzystany na odebranie latorośli ze szkoły muzycznej. Świetny jest taki spacer przez zimowe pejzaże i bądźmy szczerzy, śnieg i resztka grudniowego słońca, a nawet zdjęcia cyknięte zmieniakiem pokazują, że jest pięknie... Miło rozejrzeć się wokół domu za dnia (normalnie teraz wychodzę, jak jest jeszcze ciemno i wracam, gdy znowu ciemno):
Można pokręcić głową, np. w lewo:
I dla równowagi w prawo:
No i tradycyjne grudniowe czapkowanie, a właściwie efekty tegoż. Młoda zapozowała, a ja truchcikiem cyk, cyk, cyk, bo z minuty na minutę coraz ciemniej (a to tylko 15!).
Kolejna prosta
Fasolka, wedle wytycznych młodzieży:
Wełna skarpetkowa, chyba jakiś zupełnie archiwalny Opal, ale nie zidentyfikowałam tak do końca. Druty 3,0, a ściągacz 2,5. Miało być maksymalnie prosto, więc się dostosowałam.
Łotewska wełna (tak, jedna z tych kupionych w Limbazi - nazywa się Divkarsa i jest mniej więcej grubości fingering) i czapka
Aare, zrobiona w ramach testu dla Madeleine Windsor na Ravelry. Świetny panel dekoracyjny dziergał się niemalże sam. Wełna gryzie niczym głodny dzik, ale uwielbiam ją! Moja aktualnie najbardziej eksploatowana czapka, w dodatku cudownie ciepła mimo wagi 40 gr. Musi doczekać się sesji z prawdziwego zdarzenia, bo ciężko telefonem uchwycić ten wzór...
I popularny wzór nieodżałowanej Eleny Nodel,
A little Unexpected,
troszkę zmieniona wersja i gruba skarpetkowa wełna firmy Online. Zalegał
ten kłębek okrutnie, a nagle przemienił się niczym brzydkie kaczątko w
łabędzia.
Miała być moja, ale dziecko przymierzyło i uznało, że ma wobec niej pewne plany. Nie ma sprawy!
A teraz kawa, słuchawki na uszy i próba nadgonienia roboty, bo flexi czy nie, ma być na jutro zrobione. Chociaż po takim fajnym dotlenieniu zdecydowanie łatwiej się skupić niż pod koniec dnia w biurze.
Za jednym razem trzy czapki!... A gdy moja, dostawszy właśnie czapkę-sowę, zaczyna stękać o lisa, wysyłam ją do lekarza. Niesamowita z Ciebie rodzicielka!
OdpowiedzUsuńNie zapominaj, że nie wszystkie czapki dziecięcia. Różową po sesji bezwzględnie zabrałam ;)
Usuń